sobota, 17 października 2015

Odważni, bezkompromisowi i szukający prawdy: ks. Krzysztof Charamsa, Olga Tokarczuk i zespół Lao Che


    Ostatnio w mediach pojawiają się głośne wyznania, które potrząsają opinią publiczną. Wypowiedzi księdza Krzysztofa Charamsy, pisarki Olgi Tokarczyk oraz zespołu Lao Che, którzy mają odwagę mówić głośno co myślą i czują, są bezkompromisowi w przekazywaniu swoich racji i mimo, że daleko im do „mowy nienawiści”, to ich postawa wyzwala u niektórych „nienawiść” ukierunkowaną przeciwko nim. Myślę, że warto poświęcić więcej uwagi temu, co mają do powiedzenia.

Coming out ks. Charamsy

Pracujący w Watykanie ks. Krzysztof Charamsa niedawno wyznał przed kamerami, że jest gejem i żyje w szczęśliwym związku z mężczyzną. Przyznał, że przez lata dusił się w poczuciu strachu przed ujawnieniem swojej orientacji seksualnej i choć Kościół oraz służba Bogu i ludziom jest dla niego ważna, nie mógł już dłużej żyć w takim zakłamaniu. Jego coming out w mediach był świetnie zaplanowany od strony PR i miał faktycznie trafić do jak najszerszego odbiorcy, aby wzbudzić poruszenie we wszystkich środowiskach, a szczególnie w Watykanie. Nie bez powodu ks.Charamsa ujawnił się na dzień przed rozpoczęciem synodu watykańskiego.


Ksiądz Charamsa tym głośnym wyznaniem bez wątpienia przekreślił swoją karierę w kościele, co więcej, zapewne będzie mu też odebrane prawo do sprawowania funkcji księdza. To cena jaką musi zapłacić za przeciwstawienie się zasadom w Kościele Katolickim oraz publiczną kontestację tych zasad, a w szczególności zasad kapłaństwa, które zabrania życia w związku uczuciowym i fizycznym z jakąkolwiek osobą. Charamsa zrobił to jednak z pełną świadomością ryzyka utraty wszystkiego, co zdobył do tej pory. Chciał zwrócić uwagę na hipokryzję kościoła w kwestii m.in. homoseksualizmu oraz wezwał kościół do respektowania prawa gejów i lesbijek do życia w zgodzie ze swoją orientacją seksualną wewnątrz kościoła, bez potrzeby ukrywania i obwiniania się za cokolwiek.

Absolutnie zgadzam się z księdzem, że Kościół nie może milczeć w tej kwestii, i zamiatać tej sprawy pod dywan, ale powinien robić to, do czego jest powołany, czyli szerzyć filozofię miłości i zrozumienia. Dobrych owoców nie zrodzi wykluczanie mężczyzny za to, że kocha drugiego mężczyznę i żyje z nim w związku. Bardzo bym chciał, żeby Kościół bardziej otworzył się na ludzi i uwierzył w ich dobre intencje i zdolność do miłości, a wtedy i zasady, które rządzą Kościołem same się rozjaśnią i zweryfikują.

Olga Tokarczuk – psychoterapeutka narodu polskiego

Parę dni temu na polskim gruncie, ale jak się okazuje również i na zagranicznym odbiła się szerokim echem wypowiedź pisarki Olgi Tokarczuk – tegorocznej laureatki nagrody Nike za książkę „Księgi Jakubowe” na temat m.in. stosunku Polaków do Żydów i do innych kultur.
Więcej o jej spojrzeniu na polską rzeczywistość zarówno dotyczącą naszej historii, jak i aktualnej sytuacji można przeczytać w wywiadzie, którego udzieliła dla Gazety Wyborczej. 



    Pisarkę spotkał internetowy lincz i spadła na nią „fala nienawiści”, bo odważyła się powiedzieć prawdę o polskiej ksenofobii oraz rasiźmie oraz skrytykowała ideę czystego etnicznie narodu, określając ją jako urojenie. Na koniec stwierdziła, że nam wszystkim (zarówno z prawej, jak i z lewej strony) potrzebna jest narodowa terapia przeciwlękowa. Jak wiadomo niewiedza rodzi lęk, więc przydałaby się nam odpowiednia edukacja w tej dziedzinie, którą mogłyby zapewnić media i szkoły pokazując, że bez wględu na różnice kulturowe i religijne jesteśmy w gruncie rzeczy wszyscy takimi samymi ludźmi, ze swoimi wadami i zaletami, pragnieniami i lękami.

Pozwolę sobie przytoczyć frament wywiadu, który pięknie puentuje te rozmowę:

Powiedziała pani, że "trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów".

- Nasuwa mi się porównanie z psychoterapią, ta polega bowiem na uświadomieniu sobie i przepracowaniu tego, co wyparte, niechciane i wstydliwe. Jej uzdrawiającym rezultatem jest uwolnienie energii, która do tej pory szła na utrzymywanie tajemnicy, zakłamywanie. Nie ma ludzi ani narodów idealnych, tylko dobrych i tylko pokojowych. Stanąć twarzą w twarz z tym, co straszne i wstydliwe - to najpierw rodzi bunt, niedowierzanie, złość. Lecz potem zaczynamy się z tym godzić i powoli rozumieć. Uświadamianie sobie własnej niejednoznaczności, skomplikowania, to proces dojrzewania.

Olga bardzo szybko odniosła się do ogromnego „hejtu”, który ją spotkał po wymienionych powyżej publikacjach na swojej oficjalnej stronie na Facebooku:

"W związku z wielką ilością hejtu, jaki wylał się na moją głowę w ciągu ostatnich dni, w tym gróźb śmierci, i w związku ze wszelkimi prymitywnymi i złośliwymi nadinterpretacjami mojej wypowiedzi dla tvp.info, chciałabym spokojnie wyjaśnić, że nie powiedziałam niczego, co byłoby nieznane historykom oraz ludziom, którzy mają podstawową wiedzę na temat historii Polski. Częścią polityki Rzeczypospolitej szlacheckiej była przemyślana i planowana kolonizacja ziem wschodnich. Włączenie po Unii Lubelskiej w 1569 roku w skład Korony terenów Wołynia i Ukrainy poskutkowało natychmiastowym napływem na te tereny szlachty polskiej, nęconej perspektywą zwiększeniem swojego stanu posiadania. Największa fala kolonizacyjna przybyła na te tereny po 1699 roku, czyli po odzyskaniu tych ziem spod panowania tureckiego. Nie jest też żadną tajemnicą, iż to, co nazywamy poddaństwem chłopów było szczególną, okrutną odmianą niewolnictwa – opis tych praktyk można znaleźć w książce niejednego historyka, a ubolewał nad nimi już choćby ksiądz Piotr Skarga w swoich „Kazaniach Sejmowych”. Wszyscy też wiemy, że obok mnóstwa przykładów bohaterstwa Polaków w czasie wojny, było wiele przypadków obojętności, a także przemocy indywidualnej i zbiorowej, które prowadziły do śmierci ofiar. Znamy takie relacje z dokumentów, które każdy może przeczytać. Niestety jest ich sporo.
W mojej wypowiedzi odniosłam się przede wszystkim do tego, co napisałam w swojej książce. Sądziłam, że jeden z moich bohaterów, ksiądz Benedykt Chmielowski, cieszyłby się z istnienia internetu jako doskonałej skarbnicy wiedzy i możliwości dyskusji. Tymczasem stał się on tubą werbalnej przemocy.
W życiu nie doświadczyłam tyle zmasowanej nienawiści, co w ciągu ostatnich trzech dni. Głęboko współczuję wszystkim hejtowanym.”

Podsumowując, chciałem powiedzieć, że bardzo podziwiam Olgę Tokarczuk za jej siłę i odwagę do mówienia głośno o sprawach ważnych i za gotowość do znoszenia wszelkich przykrości, którę ją spotykają w związku z tym. Mam nadzieję, że cena jaką Olga płaci za tę ogólnonarodową dyskusję pełną hejtu i jadu, przyniesie te pozytywne rezultaty o jakie jej chodziło. No cóż, początki psychoterapii są zawsze najtrudniejsze...
Jako osoba, która sama spotkała się osobiście ze zmasowaną mową nieanawiści w internecie pod swoim adresem, chciałbym Oldze tylko powiedzieć, że wspieram Ją z całych sił!

Lao Che jako sojusznik osób LGBT

15 października wieczorem na swoim fanpagu na fb, rockowy zespół Lao Che, znany m.in. ze swojej płyty upamiętniającej ofiary i bohaterów Powstania Warszawskiego nie tylko oznajmił przyłączenie się do Kampanii Przeciwko Homofobii, ale również ogłosił swój własny zespołowy „coming out”, a dokładnie przedstawił perkusistę zespołu Michała „Dimona” Jastrzębskiego, który ujawnił się jako gej i co więcej przedstawił w wywiadzie dla Newsweeka (link poniżej) swojego życiowego partnera, z którym jest od ośmiu lat.

W poniższym wideo zespół prezentuje swój pogląd na temat homoseksualizmu i związków partnerskich. 




Bardzo ciekawy Wywiad z Michałem „Dimonem” Jastrzębskim na temat życia w związku homoseksualnym, tolerancji i nieracjonalnym, niepotrzebym lęku:



    Jak można się było spodziewać coming-out zespołu nie spodobał się wszystkim jego fanom, z których część, na co warto zwrócić uwagę, ma nacjonalistyczne oraz ultrakatolickie poglądy. No bo jak to? Śpiewają o Powstaniu Warszawskim, kochają naród polski, a tutaj taka historia?! To przecież nie przystoi!


    Jestem pod wrażeniem postawy całego zespołu Lao Che, który solidarnie wspiera Michała i tym samym daję innym świetną lekcję tolerancji i traktowania wszelkich odmienności, jako rzeczy naturalnych i normalnych, który nie należy oceniać.

   Cieszę się, że kolejne osoby postawiły na prawdę, otwartość i naturalność. Po prostu! Bo każdy ma prawo być sobą i żyć po swojemu, pod warunkiem oczywiście, że nie robi krzywdy drugiemu człowiekowi.

A hejterzy? Im nie warto w ogóle poświęcać uwagi. Szkoda czasu i energii. Przynajmniej na razie. Bo i do tego tematu pewnie wkrótce powrócę, przedstawiając kogoś, kto no co dzień, z pełnym uśmiechem i pewnością siebie mówi hejterom „STOP”!


środa, 14 października 2015

Buika - krótka relacja z koncertu we Wrocławiu

Parę dni temu byłem na koncercie Buiki we Wrocławiu w niedawno oddanym do użytku Narodowym Forum Muzyki. Nie zawiodłem się :) To była wspaniała muzyczno-duchowa uczta, w której Buika zaczęła od prezentowania swoich afrykańskich korzeni, stopniowo przechodząc do flamenco, na którym się wychowała, jednocześnie w niezwykle smaczny i energetyczny sposób miksując te dwa, wcale nie tak odległe od siebie światy, zahaczając nawet o rocka! Uwielbiam takich wszechstronnych artystów, którzy nie zamykają się na jeden gatunek, tylko bawią się różnymi stylami w niczym nieograniczony sposób. Będzie to jednak smaczne tylko pod warunkiem, jeśli dany artysta ma ku temu predyspozycje wykonawcze, wyrobiony gust oraz dojrzałość, a tych Buika ma tak pod dostatkiem, że mogłaby obdzielić nimi nie jednego artystę.
A tak poza tym, to dawno nie otrzymałem na koncercie tak wiele uśmiechu i pozytywnej energii od śpiewaczki, która, na co warto zwrócić uwagę,  w swoich utworach śpiewa często o bólu i cierpieniu.
Poniżej umieszczam mistrzowski duet sprzed 5 lat: Javier Limon i Buika

wtorek, 13 października 2015

67 urodziny Nusrata Fateh Ali Khana

Dzień dobry! 

Dziś 67 urodziny obchodziłby Nusrat Fateh Ali Khan, dla mnie człowiek o najwspanialszym głosie, jaki kiedykolwiek słyszałem, odznaczający się nieziemską muzykalnością, ekspresją i piękną duszą.

Pewnie nie wszyscy z Was o nim słyszeli, więc przybliżę jego postać. Nusrat Fateh Ali Khan był pakistańskim śpiewakiem, znanym przede wszystkim jako wykonawca qawwali – religijnego śpiewu, który rozwinął się na gruncie sufizmu, mistycznego nurtu w islamie. Popularność na całym świecie przyniosła mu współpraca z Peterem Gabrielem (m.in. album "Passion" zawierający ścieżkę dźwiękową do filmu "Ostatnie Kuszenie Chrystusa" ) oraz Michaelem Brookiem. 
Artysta zmarł w 16 sierpnia 1997 roku w wieku 48 lat z powodu ciężkiej choroby. 

Zachęcam do posłuchania jego nagrań oraz licznych filmików na YT, które pokazują specyfikę i przybliżają niepowtarzalnego ducha występów Nusrata i jego zespołu.






Nusrat jest od lat dla mnie wielką inspiracją i niejednokrotnie wykonywałem na swoich koncertach jego utwory. Ci, którzy byli na moich koncertach z pewnością pamiętają "Mast Qalandar" (wykonanie Nusrata - pierwszy filmik u góry).
Jest on dla mnie wzorem niedoścignionym i nigdy nie zamierzałem, ani nie będę zamierzał próbować kopiować go, bo to nie tylko nie byłoby prawdziwe i szczere, ale przede wszystkim niemożliwe fizycznie. Jego skala głosu, możliwości techniczne i ekspresja są po prostu niedoścignione! Dlatego zawsze staram się interpretować utwory qawwali po swojemu, przy jednoczesnym zachowaniu ducha tego stylu i filozofii sufickiej. 

Kiedyś napiszę dłuższy artykuł o muzyce qawwali i poezji sufickiej.

Życzę Wam mistycznych doznań podczas słuchania występów Nusrata Fateh Ali Khana :) 

Michał 





 

niedziela, 6 września 2015

Parę słów o uchodźcach: "Pomagajmy, ale róbmy to mądrze i wymagajmy bezwzględnie szacunku dla naszych praw, zasad i wartości"


     Od paru tygodni, a szczególnie od kilku dni nie może dać mi spokoju kwestia uchodźców docierających do Europy. Dużo na ten temat czytam, analizuję sprzeczne ze sobą stanowiska, opierając się jednocześnie na głosie własnego sumienia i życiowych doświadczeniach, chociażby z moich podróży, również do krajów muzułmańskich lub muzułmańskich po części, jak np. Indie.
Oczywiście nie uważam się za żaden autorytet w tej sprawie i tym bardziej nie jestem w stanie przedstawić jasnego stanowiska. Wręcz przeciwnie miotam się, nie widząc jak to wszystko ocenić. Jednocześnie staram się być odpornym na medialne rewelacje i skandale i nie generalizować poszczególnych przypadków negatywnych, złowrogich zachowań uchodźców, czy też władz poszczególnych państw, niemniej jednak, ilość relacji pisemnych i filmików, przedstawiających nieakceptowane dla naszej kultury zachowania uchodźców jest zatrważająca i daje do myślenia. 

    Chcę zaznaczyć też, że daleko mi do potępiania muzułmanów, a tym bardziej potępiania islamu, jak to czyni wiele osób, widząc w nim podstawowe źródło krwawych zamachów terrorystycznych. Nie mam nic przeciwko islamowi, powiem więcej - sympatyzuję z nim, a szczególnie z jego mistycznym nurtem – sufizmem, który jest dla mnie ogromną inspiracją w mojej muzycznej twórczości. Niemniej jednak nie zamierzam być ślepy na chamstwo, brak wdzięczności, postawy roszczeniowe i agresję i nie zamierzam tego akceptować. Jestem jak najbardziej za tym, żeby uchodźcom pomóc, ale trzeba to robić mądrze, w taki sposób, żeby zasłużyć na szacunek z ich strony, bo póki co tego szacunku z ich strony w ogóle nie ma, a jest jakaś przedziwna postawa roszczeniowa i dopóki my przy całym naszym współczuciu i pragnieniu dzielenia się z innymi, nie będziemy wymagać od innych szacunku i respektowania naszych zasad, dopóty będzie to rodzić narastające niezadowolenie i coraz większą roszczeniowość, które doprowadzą do agresji, co widzimy już wśród emigrantów we Francji i Szwecji.
    Nie mam pojęcia jak rozwiązać ten problem, bo on przy całej swojej złożoności potrzebuje zaangażowania mądrych, doświadczonych ludzi. To już zadanie dla głów naszych państw, UE, socjologów, psychologów, kulturoznawców, którzy specjalizują się w relacjach z Bliskim Wschodem i Afryką.

    Reasumując: pomagajmy, ale róbmy to mądrze i wymagajmy bezwzględnie szacunku dla naszych praw, zasad i wartości.  

    Przy okazji zachęcam do lektury całkiem rozsądnego stanowiska w tej sprawie: Koniec błogostanu - nadchodzą imigranci  autorstwa Waldemara Hoffa, profesora nadzwyczajnego w Akademii Leona Koźmińskiego 

piątek, 4 września 2015

REFERENDUM 6.09.2015 - BRAĆ UDZIAŁ CZY NIE?


     Do niedawna nie miałem w zwyczaju wypowiadać się na tematy polityczne, ale no cóż, nadchodzi taki etap w życiu, że już nie tylko własny świat sztuki i muzyki się liczy, że widzi się wokoło więcej, rozumie lub nie rozumie więcej i przychodzi potrzeba i większa odwaga, niż kiedyś, by powiedzieć o czymś, co ważne głośno.  I w związku z tym chciałbym wypowiedzieć się na temat nadchodzącego referendum.
     Długo zastanawiałem się, czy wziąć w nim udział i podjąłem decyzję, że jednak nie wezmę. I to nie dlatego, że obojętny jest mi los Polski, wręcz przeciwnie, coraz bardziej kocham mój kraj i zależy mi na tym, by nam wszystkim żyło się w nim dobrze i szczęśliwie. Nie wezmę udziału w referendum dlatego, że nie chcę, by Rząd robił ze mnie idiotę, zmuszając do odpowiadania na pytania, które są NIEKONSTYTUCYJNE (jak to dotyczące JOW-ów), NIEPRECYZYJNE ( jak to dotyczące finansowania partii politycznych z budżetu państwa) oraz NIEAKTUALNE LUB NIEPOTRZEBNE (jak to dotyczące wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika) i nie chcę, by manipulował nami i naszymi głosami we własnych rozgrywkach politycznych.

Całkiem zgrabnie i dość wyczerpująco tłumaczy to Tomasz Synowiec, którego post udostępniam tutaj:  Obywatelska Postawa Niegłosowania. 
Zachęcam do lektury tych wszystkich, którzy chcą zgłębić temat i zrozumieć przyjęte przez mnie argumenty.

      Niemniej jednak absolutnie zagłosuję w Wyborach Parlamentarnych i na te z niecierpliwością czekam. Mam nadzieję, że Wy również :)

   Pozdrawiam Was serdecznie

Michał

czwartek, 3 września 2015

Wrzesień ruszył....


Witajcie moi Drodzy,

     Wrzesień ruszył pełną parą! U mnie wrzesień ruszył już nawet ostatniego dnia sierpnia, zaraz po moim powrocie z górskich wakacji :) Dobrze, że tatrzańskie szlaki trochę mi dały w kość, bo liczę na to, że zahartowałem się do boju i jestem gotów do przyjęcia kolejnych wyzwań i zdobycia „szczytów” (śmiech). Kolejna korzyść to tlące się gdzieś w głowie majestatyczne widoki na Dolinę Pięciu Stawów Polskich w drodze na Szpiglasową Przełęcz, które będą mi przypominać, że warto się trudzić w życiu.
O Tatrach i mojej pasji górskich wypraw i marzeniach z tym związanych kiedyś jeszcze szerzej napiszę, a póki co przeczytajcie sobie poniższy tekst, na który natknąłem się na tatrzańskim szlaku w pewnym pięknym, mistycznym miejscu.



     Tymczasem powrócę do Warszawy, gdzie praca wre, a wszystko zaczęło się od kontynuacji nagrań z moim nowym, tajemniczym zespołem o nazwie „Lelek”, z którym nagrywamy pierwszą płytę. Wraz z Jakubem Koźbą (wokalistą m.in. Power of Trinity)- drugim solistą zespołu, zarejestrowaliśmy już wszystkie wokale. Wsparł nas nawet swoim talentem (głosem i dobrą radą) wspaniały pedagog, muzyk Tadeusz Konador, który niczym plemienny kapłan tchnął w ten inspirowany prasłowiańszczyzną projekt ducha, którego żaden z nas, z racji też zbyt młodego jeszcze wieku, tchnąć by nie potrafił. Myślę, że ta płyta może trochę namieszać (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu) zarówno muzycznie, jak i obyczajowo i skłoni do refleksji na temat naszej polskiej kultury i jej źródeł.

    Więcej informacji o projekcie możecie uzyskać tutaj na naszym fanpagu. https://www.facebook.com/pages/Lelek/668389993291537?fref=ts

     Wraz z wrześniem rusza kolejna edycja Tańca z gwiazdami. I dobrze! Niech tańczą jak najdłużej, bo człowiek ma komu śpiewać i przy okazji w sympatycznym gronie przyjaciół muzyków i wokalistów może zarabiać jakoś na życie i podróże :) Tym razem potańczymy i pośpiewamy do połowy listopada.

     Taniec, tańcem, ale priorytetem jest jednak mój solowy projekt, czyli epka, a więc teraz coś więcej na ten temat. Jak pewnie już wiecie, udało się zebrać całą kwotę na projekt, a nawet z nadwyżką, która zasili dodatkowo nagranie teledysku w stylu LIVE. Ostatecznie zdecydowaliśmy się nagrać za tę samą kwotę zamiast występu LIVE, właśnie teledysk w stylu LIVE. To sprawi, że jakość zarówno obrazu, jak i dźwięku będzie jeszcze lepsza i tym samy ułatwi osiągnięciu efektu, o jaki mi chodzi.

     Po sierpniowej przerwie w nagraniach płyty, o których pisałem tutaj:
za kilka dni wchodzę znów do studia Tokarnia, by kontynuować nagrania płyty. Czeka nas jeszcze sporo pracy, ale już „widać brzeg”.

     We wrześniu planuję również nagranie teledysku do kolejnej piosenki. Reżyserem obydwu teledysków będzie Olga Czyżykiewicz, która wyreżyserowała mój teledysk do kolędy „Mizerna cicha”:MIZERNA CICHA - Michał Rudaś - teledysk
Inne jej znane produkcje to teledyski Sarsy „Naucz mnie” oraz Margaret „Heartbeat” - możecie sobie obejrzeć na YT. Na razie nie zdradzę pomysłu na te teledyski, ale niedługo pewnie uchylę rąbka tajemnicy, udostępniając materiały z planu.

     Na pewno wszyscy jesteście ciekawi, kiedy możecie się spodziewać premiery płyty oraz pierwszego singla z teledyskiem. Odpowiem po prostu, że płyta będzie wydana, jak tylko wszystko będzie gotowe na „tip top”, bo przede wszystkim chcę by, zanim cokolwiek ujrzało światło dzienne, było przygotowane na najwyższym możliwie poziomie (włączając muzykę, oprawę graficzną, teledyski oraz kampanię promocyjną), a to wymaga czasu. Aktualnie wstępny plan jest taki, by jeszcze w tym roku, najpóźniej w listopadzie zrobić premierę pierwszego singla, a całą epkę wydać w styczniu. Pracujemy intensywnie nad tym, by cały proces nie przeciągnął się już zbytnio w czasie i byśmy wszyscy mogli już niedługo cieszyć się owocami tej pracy.


     Jesień zapowiada się być pełna wielu wrażeń i ciekawych, pewnie niełatwych doświadczeń, zarówno w moim życiu artystycznym, jak i w naszym wspólnym życiu społeczno-politycznym.
Ostatnio dzieje się w naszym kraju oraz na świecie tak dużo, niestety złego, że trudno przejść wobec tego obojętnie i pewnie niedługo przełamię się, żeby coś napisać o tych trudnych dla nas sprawach...

     A żeby na koniec nie zrobiło się zbyt smutno, to może jeszcze raz zerknijcie wyżej na tekst o chodzeniu po górach :)

Pozdrawiam Was gorąco

Michał

piątek, 31 lipca 2015

NAGRANIA NOWEGO ALBUMU RUSZYŁY PEŁNĄ PARĄ!


  Witajcie Kochani. 
  
    Dawno nie pisałem... Przyznam, że miałem nie raz ochotę coś wystukać na klawiaturze, ale trochę za mało czasu było, żeby się nad tym pochylić dłużej i rozwinąć temat, a wierzcie mi, pomysłów nie brakowało. Natomiast ja nie lubię robić rzeczy tak „po łebkach”, więc zdecydowałem się zostawić je na inny, bardziej sprzyjający moment.

    Jak to w życiu bywa, człowiek ciągle stoi przed wyborem tego, co w danym momencie jest ważniejsze, bardziej potrzebne i co prowadzi do celu głównego, który się założyło na początku. Niejednokrotnie bolesne jest to, że trzeba zrezygnować z czegoś, by móc zrobić coś innego. No cóż takie jest życie, czas nie jest z gumy, a energia jest ograniczona.

    Co zatem jest moim aktualnym priorytetem? Jak wielu z Was wie, jest to moja nowa płyta, na którą zbieram fundusze na portalu polakpotrafi https://polakpotrafi.pl/projekt/michal-rudas-ep
O idei crowdfundingu pisałem już tutaj:



   

     Do tej pory udało się zebrać trochę ponad 50%, akcję wsparło prawie 100 osób!! :)
To dla mnie już wielki sukces i pomaga mi to jeszcze mocniej uwierzyć w siłę wsparcia fanów i możliwość pozostania niezależnym, samodecydującym o sobie i swojej twórczości artystą.

   Do końca akcji pozostało już tylko 8 dni i w sumie to lekko się nie pokoję, czy uda się zebrać całość... Wszak zasada jest taka, że aby akcja zakończyła się sukcesem, musi być zebrana minimalna deklarowana kwota. W przeciwnym razie pieniądze zwracane są wspierającym, a projekt nie dochodzi do skutku. Ja natomiast w ogóle nie dopuszczam takiego scenariusza do głowy i liczę, że uda się zebrać wszystko, a nawet trochę więcej, bo jest na co wydać pieniędze. Oprócz samego nagrania płyty, planuję też nagranie teledysków :)

   Moja wiara w sukces jest na tyle wielka, że już w tym tygodniu rozpocząłem nagrania płyty i spędziliśmy z muzykami w studiu cztery pełne dni :)
            
Uwierzcie mi, nie mogłem nie wykorzystać takiej okazji, bo znalezienie wspólnych paru dni wolnych, w których wszyscy zaangażowani oraz bardzo oblegane studio Tokarnia mieliby wolne terminy, graniczyło z cudem. A co do cudów, to ich występowanie na samym dobraniu wspólnych terminów nie zakończyło się :) Muszę przyznać, że to, co stworzyliśmy razem pod kierowniczym uchem i okiem Jana Smoczyńskiego oraz Łukasza Chylińskiego przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Działy się po prostu najpiękniejsze w świecie cuda! Zresztą sami się o tym niedługo przekonacie :)
   
                                                             
        Nasz zespół, od lewej: Łukasz Chyliński, Andrzej Solarski, Michał  Rudaś, Bartosz Nazaruk, Jan Smoczyński 

       W ciągu trzech dni nagrana została większość partii instrumentalnych do 3 utworów, w tym perkusja ( Bartosz Nazaruk), gitara basowa (Andrzej Solarski), gitary akustyczne i elektryczne (Łukasz Chyliński), piana, synthy i produkcja (Jan Smoczyński). Praca szła bardzo sprawnie, bo z jednej strony wszyscy i bardzo zdolni i dobrze przygotowani, a z drugiej bardzo pomogła nam kreatywność i rewelacyjne pomysły Janka oraz samego kompozytora, czyli Łukasza. Ja się tylko uśmiechałem, widząc jak przeobrażały się te utwory, jak zmieniały swoje brzmienie, jak dostawały nowego blasku i nowej, jeszcze żywszej energii. To jest uczucie nie do opisania!


        Ostatni, czwarty dzień przeznaczyliśmy na nagranie pewnej refleksyjnej kołysanki, którą zatytułowałem „Kołysanka dla wojownika”. Wykonaliśmy ją w duecie z Łukaszem Chylińskim, który zagrał na gitarze akustycznej. Nagraliśmy ją na tak zwaną „setkę”, czyli jednocześnie, bez dogrywek. To będzie bardzo szczególny utwór... :)
    W tym dniu nagraliśmy też moje wokale oraz chórki do dwóch utworów. Chyba jeszcze nigdy nie nagrałem tak wielu partii wokalnych podczas jednego dnia. To mój rekord, he he!

    Do nagrania pozostały jeszcze pozostałe partie wokalne oraz jeden utwór, który czeka jeszcze na swoją aranżację. Zajmiemy się tym prawdopodobnie na początku września, bo dopiero wtedy studio ma wolne terminy.

    Podsumowując te 4 dni, przekonałem się po raz kolejny , że nagrywanie własnej płyty, to chyba zawsze jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu. Mógłbym tak codziennie! He he!
Jestem bardzo szczęśliwy, że robię tę płytę właśnie w takim składzie muzyków. Już teraz jestem pewien, że będzie pięknie, tym bardziej, że na całością czuwa tak genialny producent jak Jan Smoczyński.

                                            Jan Smoczyński na stanowisku pracy :)

     A ja teraz przechodzę do kolejnych etapów pracy nad albumem, jak np. szukanie pomysłów na teledyski, zdjęcia, projekt okładki oraz szukanie artystów, którzy zadbaliby o tę wizualną sferę, która ma cieszyć Wasze oczy. Będę też szukał ludzi, którzy pomogą mi w kwestiach promocyjnych, managerskich. Więc, jakby ktoś z Was słyszał, mógł polecić kogoś lub sam coś zaproponować, to czekam na maile w tej sprawie michalrudas@gmail.com

   Ponadto priorytetem jest akcja na portalu PolakPotrafi, bo bez tych środków to nie uda się ani ukończyć nagrań płyty, ani nakręcić jakiegokolwiek video.
Dlatego teraz proszę Was bardzo o mobilizację i zakupy w moim „sklepiku” na tej stronie:
Tam każdy znajdzie coś na swoją kieszeń, a atrakcyjnych „towarów” nie brakuje. 
Oczywiście wszystkie pieniądze idą na poczet produkcji płyty, która potem będzie dawać radość nie tylko mi, ale mam nadzieję, że również Wam! :) 

Dodam jeszcze, że podczas sesji w studiu nagraliśmy wiele filmików i zrobiliśmy sporo zdjęć przedstawiających proces powstawania płyty. Na pewno częścią z tych materiałów podzielę się ze wszystkimi na Facebooku, ale dostęp do tych najciekawszych i najobszerniejszych otrzymają tylko te osoby, które wspierając mój projekt, wybrały opcję za co najmniej 25 zł, czyli tę zawierającą Ekskluzywny Pakiet. Zachęciłem trochę? :) 
 
Akcja kończy się 9.08 o godz. 21:00, więc już niewiele czasu zostało. A więc do dzieła Kochani! :) 

Pozdrawiam Was ciepło!

ps. Zachęcam do komentowania i zadawania pytań pod spodem. Na wszystkie postaram się odpowiedzieć :)