czwartek, 12 grudnia 2019

Inspirująca książka "Gwiazdy na piasku. Joginki opowieść o Indiach"








Witajcie Kochani! Tym razem bez wstępu, tylko od razu do rzeczy :) 
Czasami mam potrzebę dzielenia się z Wami rzeczami, które wpływają na mój wewnętrzny i artystyczny rozwój, to tych "kilka" słów poniżej będzie dotyczyć właśnie tego doświadczenia.

Napiszę Wam o wyjątkowej książce pt. “Gwiazdy na piasku – joginki opowieść o Indiach”, którą dopiero co przeczytałem. Dostałem ją wraz z dedykacją od samej autorki Renata Radlak-Dominik podczas naszego spotkania w prowadzonej przez nią szkole jogi o pięknej nazwie "Ogród jogi" w Częstochowie, gdzie zaśpiewałem swój pierwszy koncert z mantrami w październiku tego roku. To był dla mnie bardzo szczególny i przełomowy moment, w którym podjąłem decyzję, że chcę wyruszyć w świadomą podróż zgłębiania tajników jogi, medytacji i śpiewu mantr. Myślę, że duży wpływ na podjęcie tej decyzji miała sama Renata – niesamowita osoba, którą miałem okazję bliżej poznać, nie tylko podczas naszych inspirujących rozmów na żywo i na FB, ale również dzięki lekturze jej autobiograficznej książki.
“Joga jest ociosywaniem swojego życia ze złudzeń” - to jedno ze zdań autorki, które nie tylko poruszyło mnie dogłębnie, ale moim zdaniem w dużym zakresie podsumowuje jej doświadczenia z pobytu w Indiach, który bardzo wyraźnie odcisnął piętno na jej życiu. Piętno – brzmi mocno, ale poznawszy jej indyjską historię, nie obawiałbym się tego określenia. Całe szczęście Renata już wtedy była dość świadomą joginką i można powiedzieć, że to właśnie joga stała się antidotum na całe zło, które ją spotkało wtedy w Indiach. Oczywiście nie zdradzę niczego z akcji, ale dopowiem, że autorka na szczęście nie przeczołgała mnie przez ból własnych doświadczeń, wręcz przeciwnie - - podbudowała mądrymi i zdystansowanymi refleksjami na temat życia, zachwyciła pełnymi malarskich detali opisami otoczenia, a czasem rozbawiła, pokazując rzeczywistość indyjską w krzywym zwierciadle. Przez cały ten czas promieniowała z niej mądrość i czułość, co tym bardziej zachęcało mnie, by zanurzać się głębiej i głębiej w lekturze.
Opisywany przez nią Jaipur ponownie zarezonował w moim sercu, jako że mam z tym miastem bardzo szczególne wspomnienia. Chętnie bym wrócił do niego po kilkunastu latach i odwiedził te wszystkie znane mi miejsca, ale tym razem trzymając w ręku książkę Renaty jako swoisty przewodnik.
Lubię, gdy w akcje wplatane są informacje o historii, kulturze i zwyczajach, zawarte w barwnych anegdotach, czy rozważaniach filozoficznych i tego wszystkiego w “Gwiazdach na piasku” nie brakuje. Wiodącym tematem jest oczywiście joga, jej filozofia oraz temat relacji międzyludzkich, jak i relacji z samym sobą w kontekście nauk jogicznych – wszystko opisane przystępnym językiem, w klarowny sposób tłumaczącym czym jest joga i rozwiewającym wszelkie krzywdzące ją mity. Dla mnie jako początkującego jogina zapoznanie się z tymi wszystkimi refleksjami, osadzonymi w kontekście opisu podróży do Indii, pozwoliło mi jeszcze bardziej zrozumieć istotę jogi i sens jej praktykowania.
Aha! I jeszcze gratka dla fanów hatha jogi wg B.K.S Iyengara! Zdradzę tylko, że Renata dotarła i do Puny, do ośrodka jogi Iyengara i miała okazję zarówno spotkać się z wielkim Mistrzem, jak i uczyć się od niego, a dzięki jej pisarskiemu talentowi będziecie mogli poczuć nie tylko wspaniałą energię tego miejsca, ale co więcej - poczujecie, jakbyście tam byli i praktykowali asany ze wszystkimi :)
“Wyjechać z Indii to już nigdy z nich nie wrócić. Jakaś część zostaje tam i tęskni za powrotem tej, która wróciła niby do domu. Do swoich” - tą myślą autorka kończy swoją opowieść i muszę przyznać, że w pełni się z nią utożsamiam. Kto był w Indiach, ten wie, o czym mowa, a kto się wybiera, to niech potem nie będzie zaskoczony, że już nigdy stamtąd “w całości” nie wróci :)
Książka jest dostępna w internecie w sprzedaży wysyłkowej w wielu sklepach, ale można też napisać mail na adres ogrodjogi@gmail.com do samej autorki z prośbą o dedykację.



wtorek, 29 stycznia 2019

Michał Rudaś oddaje muzyczny hołd Mahatmie Gandhiemu - premiera teledysku do utworu "Vaishnav Jan To"



Namaste!

W tym tygodniu premierę miał utwór "Vaishnav Jan To", który nagraliśmy z okazji 150-ej rocznicy urodziny Mahatmy Gandhiego. Do projektu zaprosiła nas Ambasada Indii w Polsce. Wraz ze mną w utworze wystąpiła Maria Pomianowska - doktor habilitowana sztuk muzycznych, multiinstrumentalistka, wokalistka, kompozytorka i pedagog, która odpowiada również za opracowanie muzyczne tej kompozycji. W utworze zagrali: Maria Pomianowska (suka), Hubert Giziewski (akordeon), Karolina Matuszkiewicz(suka), Wojciech Lubertowicz (bębny obręczowe)Jignesh Sheth (tabla), Karolina Hulbój (wiolonczela). 

Specjalnie do tego utworu został zrealizowany teledysk: OBEJRZYJ



Oprócz reprezentacji polskiej w projekcie wystąpiły reprezentacje artystów z prawie wszystkich krajów świata. W internecie można znaleźć specjalnie zmontowane filmy, składające się z fragmentów teledysków nagranych przez poszczególne reprezentacje. W jednym z nich znajduje się również nasz polski fragment. OBEJRZYJ

W związku z moim udziałem w projekcie spotkał mnie dodatkowy wielki zaszczyt. 26 stycznia 2019 roku podczas uroczystości Dnia Republiki Indii w Ambasadzie Indii w Warszawie pan ambasador Tsewang Namgyal uroczyście wręczył mi list od Minister Spraw Zagranicznych w Indiach pani Sushmy Swaraj
 z osobistymi podziękowaniami za moją interpretację wspomnianego wyżej słynnego bhajanu "Vaishnav Jan To". 



 




piątek, 25 stycznia 2019

Tajlandia 2019 - relacja z moich wakacji

Dzień dobry! 

Witajcie na moim blogu po długiej przerwie.

Po niezwykle intensywnym zawodowo grudniu, przyszedł czas na urlop, z którego kilka dni temu wróciłem do Polski. Ponownie, po 4-letniej przerwie, spędziłem go w Tajlandii - mogę śmiało powiedzieć - mojej ulubionej, jak dotąd, egzotycznej destynacji, według mnie - idealnej na zimę. Tym razem czas spędzony tylko na wyspach: lądowanie na Phuket, a potem Ko Lanta, Ko Ngai oraz moja ulubiona Ko Jum. Kto jeszcze nie był w Tajlandii - serdecznie polecam. To raj dla smakoszy, miłośników pięknych widoków i bliskich spotkań z przyrodą, w tym z małpkami, słoniami i wszelkimi żyjątkami rafy koralowej. Do tego pogoda, szczególnie w okresie zimowym absolutnie rozpieszcza (jeśli ktoś oczywiście lubi 30-32 stopnie w ciągu dnia i 25 w nocy). 
Chciałem podzielić się z Wami zdjęciami z mojej podróży, autorstwa mojego oraz moich przyjaciół, którzy towarzyszyli mi w tej podróży.Tym razem do Tajlandii udało nam się dostać bezpośrednim samolotem czarterowym przez biuro podróży TUI i w promocyjnej cenie za ok. 1800 zł w obie strony. Lot był na wyspę Phuket. Dolecieliśmy tam o świcie 8 stycznia i od razu udaliśmy się do przystani promowej na południu wyspy, skąd popłynęliśmy promem na Ko Lantę. Podróż była dwuetapowa - z przesiadką na Ko Phi Phi i trwała ok 4,5 godziny. Przy okazji zobaczyliśmy z całkiem bliska wyspy Ko Phi Phi - jedne z najbardziej popularnych tajskich wysp ze względu na malownicze widoki ich skalistych wybrzeży. 









Tym razem chcieliśmy omijać najbardziej turystyczne miejsca, ale założyliśmy sobie stopniowanie. Zaczęliśmy więc od Ko Lanty, która ma wszelkie udogodnienia turystyczne: dobre restauracje, sklepy, szerokie i piaszczyste plaże, ale jest względnie spokojna i niezatłoczona, bez nocnych imprez. Spędziliśmy tam 4 noce, trochę plażując, jedząc same pyszności i dużo spacerując oraz dwukrotnie doznając niebiańskich masaży tajskich na plaży, które są w Tajlandii śmiesznie tanie. 
Polecam odwiedzić też Old Town, czyli klimatyczną "starówkę" z fajnymi sklepami z pamiątkami i restauracjami nad samą wodą. 





Lantawadee Resort - plaża Klong Dao, gdzie się zatrzymaliśmy



  Old Town

 Absolutny hit! Kokosa piliśmy i jedliśmy prawie codziennie :)



Ulubiona nasza knajpka, zaraz obok Lantawadee resort z pysznym i tańszym niż na plaży jedzeniem.



Polecam też wycieczkę łodzią, by zobaczyć z bliska lasy namorzynowe oraz ich mieszkańców, czyli małpki. Spotkanie z nimi było spotkaniem pierwszego stopnia! Nie byłem na to psychicznie gotowy, ale okazało się, że bezpośrednie w kontakcie małpy okazały się zupełnie niegroźne. Zależało im tylko na smakołykach :)



Po 4 dniach na Ko Lancie udaliśmy się Speed Boat'em na rajską wysepkę Ko Ngai. Trochę nas wytrzęsło i popodrzucało nami po drodze, bo fale były w miarę duże. Teraz wiem, dlaczego podróży szybką łodzią nie poleca się m.in. kobietom w ciąży... Po niespełna godzinnej podróży powitał nas przepiękny lazur wody. Sami zobaczcie jakie uciechy dla oczu czekały nas na tej wyspie.
Warto zobaczyć Paradise Beach, z drugiej strony wyspy, gdzie żeby się dostać, trzeba przejść przez dżunglę.

























Ko Ngai Resort






 Nasza paczka :)

W ciągu trzech spędzonych na Ko Ngai oprócz standardowego plażowania i spacerów podziwialiśmy też rafę koralową podczas snorkelingu przy plaży Ko Ngai Resort, w którym się zatrzymaliśmy. Następnie udaliśmy się na kolejną wyspę, którą część z nas dobrze już znała z poprzedniego wyjazdu. To Ko Jum - jedna z najbardziej hippisowskich i absolutnie mało turystycznych tajskich wysepek - raj dla poszukiwaczy "świętego spokoju". Zatrzymaliśmy się w sprawdzonym przez koleżankę Coral Bay Resort, który ma piękne domki i świetną restaurację, a wszystko za naprawdę przystępną cenę, ze wspaniałą gościną. Tam to mógłbym nawet z miesiąc zostać! Sama wyspa może nie jest taka piękna jak Ko Ngai, ale za to ma naprawdę super klimat i warto tam spędzić trochę czasu.













Po 5 dniach spędzonych na Ko Jum, trzeba już było wracać na Phuket skąd mieliśmy wylot do Polski. Przed powrotem załapaliśmy się jeszcze na niezwykle barwny market w Phuket Town o nazwie "Walking Market", który odbywa się co weekend od piątku do niedzieli w godz. 16-22 na malowniczej "starówce" w stylu portugalskim (kolonialnym). Bardzo urokliwe to było miejsce.













Powrót do Polski nie był łatwy, oczywiście ze względu na różnicę w temperaturze, jak i wszechogarniającą szarość. No cóż, oby do wiosny! A energii nich dodają wspomnienia tych pięknych widoków i oszałamiających smaków tajskiej kuchni :)

Jeśli macie, jakieś pytania co do Tajlandii, piszcie w komentarzach, a ja chętnie podzielę się swoją wiedzą i wskazówkami.






czwartek, 15 lutego 2018

Within You Without You - premiera coveru zespołu The Beatles





Dzień dobry! Namaste :) 

Dzisiaj dla mnie i chłopaków z Healing Incantation szczególny dzień, ponieważ wypuszczamy w internetową przestrzeń nasze nowe nagranie! Jest to cover utworu "Within You Without You" z rep. The Beatles. Utwór znalazł się w wersji oryginalnej na płycie z 1967r. pt.  Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band, a w naszej wersji zamyka nasz wspólny krążek "Mystic India", wydany kilka miesięcy temu. 
To niezwykła, pełna indyjskiego kolorytu kompozycja George'a Harrisona z głębokim przesłaniem, teraz jeszcze bardziej aktualnym niż ponad 50 lat temu, gdy utwór został napisany.
 Zdecydowaliśmy się nagrać tę kompozycję z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze urzekło nas jej piękno i indyjski koloryt, po drugie stanowiło dla nas, i do tej pory stanowi na koncertach muzyczne wyzwanie, a my oczywiście je bardzo lubimy :), no i po trzecie poruszył nas głęboki, mistyczny tekst, który tak idealnie wpisuje się w nasze duchowe poszukiwania i całą podstawę ideologiczną naszej płyty. Tekst był dla nas na tyle ważny, że zdecydowaliśmy się na stworzenie tzw. lyric video - w naszym przypadku prezentacja zdjęć z naszej sesji zdjęciowej, które zrobił Piotr "M'Deck" Zięba opatrzona tekstem utworu. Montażem zająłem się ja :)
Mam nadzieję, że taka forma pozwoli Wam bardziej zagłębić się w przekaz tego szczególnego utworu. 





"Within You Without You"


Oczywiście płyta "Mystic India", cały czas jest w sprzedaży, zarówno fizycznej (wysyłkowej), jak i elektronicznej. Można nabyć ją TUTAJ. 

niedziela, 11 lutego 2018

Imperfect - nowy utwór



 
Mamy prawo być niedoskonali, mamy prawo upadać i mamy też prawo czasem nie wstawać... Nie po to, by na zawsze się poddać, ale po to, by się zatrzymać na dłużej i przewartościować swoje życie...



                                         
                                         Michal Rudas - Imperfect


      W piątkowy wieczór zupełnie spontanicznie skomponowałem i nagrałem w domu utwór, który zatytułowałem "Imperfect". Zmontowałem do niego również video. Utwór ten nie jest dopracowany i tym bardziej doskonały, ale uznałem, że w takiej formie powinienem podzielić się nim z Wami.