piątek, 25 stycznia 2019

Tajlandia 2019 - relacja z moich wakacji

Dzień dobry! 

Witajcie na moim blogu po długiej przerwie.

Po niezwykle intensywnym zawodowo grudniu, przyszedł czas na urlop, z którego kilka dni temu wróciłem do Polski. Ponownie, po 4-letniej przerwie, spędziłem go w Tajlandii - mogę śmiało powiedzieć - mojej ulubionej, jak dotąd, egzotycznej destynacji, według mnie - idealnej na zimę. Tym razem czas spędzony tylko na wyspach: lądowanie na Phuket, a potem Ko Lanta, Ko Ngai oraz moja ulubiona Ko Jum. Kto jeszcze nie był w Tajlandii - serdecznie polecam. To raj dla smakoszy, miłośników pięknych widoków i bliskich spotkań z przyrodą, w tym z małpkami, słoniami i wszelkimi żyjątkami rafy koralowej. Do tego pogoda, szczególnie w okresie zimowym absolutnie rozpieszcza (jeśli ktoś oczywiście lubi 30-32 stopnie w ciągu dnia i 25 w nocy). 
Chciałem podzielić się z Wami zdjęciami z mojej podróży, autorstwa mojego oraz moich przyjaciół, którzy towarzyszyli mi w tej podróży.Tym razem do Tajlandii udało nam się dostać bezpośrednim samolotem czarterowym przez biuro podróży TUI i w promocyjnej cenie za ok. 1800 zł w obie strony. Lot był na wyspę Phuket. Dolecieliśmy tam o świcie 8 stycznia i od razu udaliśmy się do przystani promowej na południu wyspy, skąd popłynęliśmy promem na Ko Lantę. Podróż była dwuetapowa - z przesiadką na Ko Phi Phi i trwała ok 4,5 godziny. Przy okazji zobaczyliśmy z całkiem bliska wyspy Ko Phi Phi - jedne z najbardziej popularnych tajskich wysp ze względu na malownicze widoki ich skalistych wybrzeży. 









Tym razem chcieliśmy omijać najbardziej turystyczne miejsca, ale założyliśmy sobie stopniowanie. Zaczęliśmy więc od Ko Lanty, która ma wszelkie udogodnienia turystyczne: dobre restauracje, sklepy, szerokie i piaszczyste plaże, ale jest względnie spokojna i niezatłoczona, bez nocnych imprez. Spędziliśmy tam 4 noce, trochę plażując, jedząc same pyszności i dużo spacerując oraz dwukrotnie doznając niebiańskich masaży tajskich na plaży, które są w Tajlandii śmiesznie tanie. 
Polecam odwiedzić też Old Town, czyli klimatyczną "starówkę" z fajnymi sklepami z pamiątkami i restauracjami nad samą wodą. 





Lantawadee Resort - plaża Klong Dao, gdzie się zatrzymaliśmy



  Old Town

 Absolutny hit! Kokosa piliśmy i jedliśmy prawie codziennie :)



Ulubiona nasza knajpka, zaraz obok Lantawadee resort z pysznym i tańszym niż na plaży jedzeniem.



Polecam też wycieczkę łodzią, by zobaczyć z bliska lasy namorzynowe oraz ich mieszkańców, czyli małpki. Spotkanie z nimi było spotkaniem pierwszego stopnia! Nie byłem na to psychicznie gotowy, ale okazało się, że bezpośrednie w kontakcie małpy okazały się zupełnie niegroźne. Zależało im tylko na smakołykach :)



Po 4 dniach na Ko Lancie udaliśmy się Speed Boat'em na rajską wysepkę Ko Ngai. Trochę nas wytrzęsło i popodrzucało nami po drodze, bo fale były w miarę duże. Teraz wiem, dlaczego podróży szybką łodzią nie poleca się m.in. kobietom w ciąży... Po niespełna godzinnej podróży powitał nas przepiękny lazur wody. Sami zobaczcie jakie uciechy dla oczu czekały nas na tej wyspie.
Warto zobaczyć Paradise Beach, z drugiej strony wyspy, gdzie żeby się dostać, trzeba przejść przez dżunglę.

























Ko Ngai Resort






 Nasza paczka :)

W ciągu trzech spędzonych na Ko Ngai oprócz standardowego plażowania i spacerów podziwialiśmy też rafę koralową podczas snorkelingu przy plaży Ko Ngai Resort, w którym się zatrzymaliśmy. Następnie udaliśmy się na kolejną wyspę, którą część z nas dobrze już znała z poprzedniego wyjazdu. To Ko Jum - jedna z najbardziej hippisowskich i absolutnie mało turystycznych tajskich wysepek - raj dla poszukiwaczy "świętego spokoju". Zatrzymaliśmy się w sprawdzonym przez koleżankę Coral Bay Resort, który ma piękne domki i świetną restaurację, a wszystko za naprawdę przystępną cenę, ze wspaniałą gościną. Tam to mógłbym nawet z miesiąc zostać! Sama wyspa może nie jest taka piękna jak Ko Ngai, ale za to ma naprawdę super klimat i warto tam spędzić trochę czasu.













Po 5 dniach spędzonych na Ko Jum, trzeba już było wracać na Phuket skąd mieliśmy wylot do Polski. Przed powrotem załapaliśmy się jeszcze na niezwykle barwny market w Phuket Town o nazwie "Walking Market", który odbywa się co weekend od piątku do niedzieli w godz. 16-22 na malowniczej "starówce" w stylu portugalskim (kolonialnym). Bardzo urokliwe to było miejsce.













Powrót do Polski nie był łatwy, oczywiście ze względu na różnicę w temperaturze, jak i wszechogarniającą szarość. No cóż, oby do wiosny! A energii nich dodają wspomnienia tych pięknych widoków i oszałamiających smaków tajskiej kuchni :)

Jeśli macie, jakieś pytania co do Tajlandii, piszcie w komentarzach, a ja chętnie podzielę się swoją wiedzą i wskazówkami.






czwartek, 15 lutego 2018

Within You Without You - premiera coveru zespołu The Beatles





Dzień dobry! Namaste :) 

Dzisiaj dla mnie i chłopaków z Healing Incantation szczególny dzień, ponieważ wypuszczamy w internetową przestrzeń nasze nowe nagranie! Jest to cover utworu "Within You Without You" z rep. The Beatles. Utwór znalazł się w wersji oryginalnej na płycie z 1967r. pt.  Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band, a w naszej wersji zamyka nasz wspólny krążek "Mystic India", wydany kilka miesięcy temu. 
To niezwykła, pełna indyjskiego kolorytu kompozycja George'a Harrisona z głębokim przesłaniem, teraz jeszcze bardziej aktualnym niż ponad 50 lat temu, gdy utwór został napisany.
 Zdecydowaliśmy się nagrać tę kompozycję z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze urzekło nas jej piękno i indyjski koloryt, po drugie stanowiło dla nas, i do tej pory stanowi na koncertach muzyczne wyzwanie, a my oczywiście je bardzo lubimy :), no i po trzecie poruszył nas głęboki, mistyczny tekst, który tak idealnie wpisuje się w nasze duchowe poszukiwania i całą podstawę ideologiczną naszej płyty. Tekst był dla nas na tyle ważny, że zdecydowaliśmy się na stworzenie tzw. lyric video - w naszym przypadku prezentacja zdjęć z naszej sesji zdjęciowej, które zrobił Piotr "M'Deck" Zięba opatrzona tekstem utworu. Montażem zająłem się ja :)
Mam nadzieję, że taka forma pozwoli Wam bardziej zagłębić się w przekaz tego szczególnego utworu. 





"Within You Without You"


Oczywiście płyta "Mystic India", cały czas jest w sprzedaży, zarówno fizycznej (wysyłkowej), jak i elektronicznej. Można nabyć ją TUTAJ. 

niedziela, 11 lutego 2018

Imperfect - nowy utwór



 
Mamy prawo być niedoskonali, mamy prawo upadać i mamy też prawo czasem nie wstawać... Nie po to, by na zawsze się poddać, ale po to, by się zatrzymać na dłużej i przewartościować swoje życie...



                                         
                                         Michal Rudas - Imperfect


      W piątkowy wieczór zupełnie spontanicznie skomponowałem i nagrałem w domu utwór, który zatytułowałem "Imperfect". Zmontowałem do niego również video. Utwór ten nie jest dopracowany i tym bardziej doskonały, ale uznałem, że w takiej formie powinienem podzielić się nim z Wami. 




środa, 31 stycznia 2018

"Jak żyć, by nie zwariować?" - rozmowa o jodze, muzyce i życiu w ogóle


Dzień dobry, Namaste, a nawet Guten Tag! :) 

Moja muzyka dotarła nad sam modry Dunaj do pięknego Wiednia, co zaowocowało miłą rozmową/wywiadem z mieszkającą tam Polką - Karoliną Kalamajską  
(na Facebooku: Joga po polsku Wiedeń) - nauczycielką jogi. 






Karolina oprócz zajęć z jogi prowadzi bloga i nagrywa podcasty z wywiadami z różnymi osobami, zajmującymi się jogą, kulturą Indii i zdrowym stylem życia. 🙏🎶🌕🕉🇮🇳



Zapraszam do posłuchania naszej rozmowy. 

➡️ https://www.karolinakalamajska.com/michal-rudas-o-indiach-…/ ⬅️


Opowiadam np. gdzie warto pojechać do Indii, by medytować, o weganizmie, jodze, muzyce do jogi i medytacji oraz "Jak żyć, by nie zwariować" - taki wszak jest tytuł tej audycji 




🙂



wtorek, 30 stycznia 2018

Cenzura na facebooku - prawdziwa historia mojego kolegi


     Facebook coraz wyraźniej pokazuje swoje mało przyjazne oblicze. Zaniża coraz bardziej zasięgi postów, nawet gdy się płaci za promocję. Ponadto zdarza mu się bez szczególnego powodu blokować użytkowników, tak jak zablokował mojego kolegę Damiana Maliszewskiego. 
Tak sobie myślę, że Facebook po prostu został stworzony do utrzymywania mało wartościowych i płytkich relacji międzyludzkich oraz dla rozrywki i nie jest zupełnie przychylny tzw. "zbawcom świata", którzy mają odwagę na otwartą krytykę i powiedzenie "NIE" otaczającemu światu, a szczególnie samemu FB, który przecież w dużej mierze do kształtowania współczesnego świata się przyczynia. 

Zapraszam Was do lektury ciekawej historii wspomnianego wyżej kolegi. Niech będzie ona dla nas wszystkich przestrogą



   Ps. Ja osobiście używam FB przede wszystkim do celów zawodowych i promocyjnych i nie przepadam za nim jako narzędziem komunikacji ze znajomymi i przyjaciółmi. Według najnowszych zmian na FB, jego rola właśnie w zakresie robienia biznesu, czyli głównie kont typu fanpage zaczyna być marginalizowana, po to by bardziej wyświetlały się posty typowo towarzyskie, pozbawione znamion reklamy własnych treści i aby firmy, twórcy itd. płacili jeszcze więcej za docieralność swoich postów. 
        To jeszcze nie czas, by zrezygnować z FB i Instagrama, ale na pewno czas, by szukać alternatywnych sposobów dotarcia do swoich odbiorców. W tej sprawie będę się też pewnie odzywał do moich odbiorców FB i Instagrama. Chodzi o to, żebym w przypadku, gdy np zablokują mi dostęp do mojego konta, czy fanpage'a, czy nawet go zlikwidują z jakiegoś dziwnego powodu, miał kontakt z nimi. W tym momencie najpewniejszym kontaktem, choć też nie wiecznym, jest adres mailowy, który dołączałbym do specjalnego newslettera, dotyczącego mojej twórczości i życia artystycznego. Newsletter ten od czasu do czasu wysyłałbym do moich odbiorców, oczywiście za ich przyzwoleniem i aprobatą :)  To będą oczywiście sporadyczne maile, nie codzienne, jak posty na fb, bez reklam obcych marek i bez zapychania skrzynek. 
Jeśli ktoś z Was - czytelników mojego bloga, chciałby przekazać mi swojego maila do takiego właśnie newslettera, to można do mnie wysłać wiadomość prywatną na michalrudas@gmail.com
2 Ps. Pamiętajcie też o mojej stronie www.michalrudas.com, gdzie są informacje chociażby o moich koncertach i premierach. 

Pozdrawiam ciepło. 

Michal